Umarł Joel Schumacher. Przypominamy jego filmografię

Grzegorz Ćwieluch Publicystyka Publikacja: 2.07.2020, 11:20 Aktualizacja: 2.07.2020, 16:28
Czemu reżyser o tak bogatej i nietuzinkowej filmografii popełnił tak osobliwie nieśmieszny żart? Można wieszać psy na filmie Batman i Robin. Nie jest jednak tak, że zarzut braku zrozumienia urban fantasy czy gothic punka można Schumacherowi tak naprawdę postawić - pisze Grzegorz Ćwieluch w memoriale poświęconym zmarłemu 22 czerwca reżyserowi.
filmografia Joela Schumachera to nie tylko kiepski Batman i Robin
0 Udostępnień

Nierówna filmografia Schumachera

Joel Schumacher to reżyser o nierównej filmografii. Pełnej filmów będących czystą, jankeską rozrywką, ale obok nich znajdziemy tam również obrazy, które poruszają niewygodne dla opinii publicznej i statusu quo tematy. Większość widzów zapewne kojarzy go z głośno okrzykniętej najgorszą ekranizacją Batmana produkcji – Batman i Robin.

Obejrzałem ten film, gdy byłem w podstawówce. Kiedy kolega, z którym go oglądałem, powiedział, że nakręcił to Schumacher, pomyślałem wtedy, że tak niemądry film bez morału, ale za to z dużą ilością scen samochodowych, mógł faktycznie zrobić kierowca rajdowy. Po latach zrozumiałem jednak, że to tylko zbieżność nazwisk, bo przecież imiona inne, a za całą historią tej blagi i cyrku w Batman i Robin kryje się o wiele więcej.

Co doprowadziło do takiej katastrofy?

Pierwsze podejście Joela Schumachera do komiksowego archetypu Batmana z Valem Kilmerem było o wiele bardziej wczute. Batman Forever ze świetną kreacją Jima Carreya w roli Riddlera i niezłą Tommy’ego Lee Jonesa w roli Harveya Denta sprawiło, że wydawało się, że możemy liczyć na kolejny udany duet villainów z uniwersum DC pełen chemii i daru przekonywania. Nawet U2, którego muzyki osobiście nie trawię, nagrało do tego filmu świetny kawałek, który co prawda brzmiał jakby napisali go dla nich ludzie z zespołu Marilyn Manson, ale po latach cały czas wypada doskonale.

W ekranizacji Batman Forever Schumacher starał się trzymać tego tragikomicznego założenia, które wykminił sobie wcześniej Burton. Ponadto Batman miał być mroczny i gotycki. Koniec końców Gotham to Goth(am). Duet z chemią to trafne założenie, którego przedsmak mieliśmy w przypadku niejednoznacznej relacji Catwoman i Pingwina. Co stało się nie tak w przypadku filmu Batman i Robin?

Wszystko i nic. Schumacher zamienił po prostu tragikomedię na zwykłą farsę. Postanowił zażartować z konwencji i z fanów. Schwarzenegger jako Mr. Freeze, Uma Thurman, która kompletnie beznadziejnie zagrała Poison Ivy, a także Bane jako Blanka ze Street Fighter, czyli dziki mutant analfabeta. To się nie mogło udać.

Co było powodem tego gorzkiego dla fanów żartu? Moim zdaniem Schumacher chciał dać fanom Mrocznego Rycerza do zrozumienia, że problematyka w nich poruszana to w jego opinii nic nie znacząca blaga. Dlaczego to zrobił? Między dwoma Batmanami wyreżyserował Czas Zabijania na podstawie powieści Johna Grishama. Bardzo ciężki w swej wymowie dla opinii publicznej film. Doskonały w dzisiejszych czasach do zrozumienia społecznego kontekstu białego przywileju w Stanach Zjednoczonych.

To Schumacher zapoczątkował ironiczne podejście do superbohaterskiej trykocizny w kinie. Pamiętacie jak Nicolas Cage kręcił sobie bekę z postaci Ghost Ridera, którą odgrywał? Zaryzykować można tezę, że gdyby za Ghost Ridera zabrali się ludzie, którzy rozumieją gothic punk w urban fantasy, tacy jak Alan Vega (zadeklarowany fan GR) i Jim Jarmusch, dostalibyśmy naprawdę ambitny i przekonujący obraz, na jaki ta postać niewątpliwie zasługuje.

Widzę to tak, że Schumacher pokazał w Batman i Robin swoje rozgoryczenie popularnością komiksowej pulpy, za którą nie stał żaden komentarz społeczny. Jego farsa była jednak najwyraźniej potrzebnym bodźcem do dyskusji na temat tego jak podchodzić do ekranizacji komiksów. Pokłosiem tamtejszego rozgoryczenia są zresztą dzisiejsze opinie Scorsese, Coppoli i Almodovara na temat filmów Marvela.

Farsą Schumacher zamknął wieko i położył kamień na niego. Na kinowego Batmana padł cień żartu Schumachera. Kiedy ten spuszczony w kiblu temat podjął Christopher Nolan, odarł go z gotyku Burtona na rzecz namacalności i nadania tej postaci twardego realizmu. Batman Nolana miał walczyć z socjopatami, którzy są geniuszami zła, ale nie mają w sobie pulpowej teatralności czy wręcz kabotyństwa, jakimi przesolił i przepieprzył Shumacher. Mieli być prawdziwie przerażającymi, przetrąconymi przez życie degeneratami.

Nolan był na krucjacie. Jego misją było to żeby jego Batman nie był żartem. Tak mocny był stygmat żartu Schumachera.

Historia żartu Schumachera kończy się jednak znacznie później niż nolanowskie batmany. W 2019 pojawia się Joker i ostatecznie kończy z żartem, farsą, blagą i pulpą. Joker Todda Phillipsa z nietuzinkową kreacją Joaquina Phoenixa wprawia w oniemienie. Ekranizacja tego komiksu jest jak płyta Dead Kennedy’s. Odstawia z kwitkiem wszystkich, którzy zarzucali adaptacjom komiksów brak przekonującego kontekstu społeczno-politycznego zaimplementowanego do fabuły.

Jestem szalenie ciekaw reakcji i opinii Schumachera, kiedy po tylu latach ktoś wreszcie pokazał, że można z komiksowej historii zrobić film zaangażowany społecznie. W równie mocnym stopniu jestem zainteresowany reakcją na wyjście ze ślepego zaułku stereotypu parków rozrywki Disneya krytykowanych przez Coppolę, Scorsese i Almodovara. Wszyscy nabrali wody w usta.

O czym najczęściej zapominamy, kiedy mowa jest o filmografii Joela Schumachera?

Upadek i Czas Zabijania to dwa filmy, które padają pierwszym tchem w rozmowie o dorobku reżysera. Co jeszcze nadaje jego filmografii tego nietuzinkowego sznytu?

Można wieszać psy na filmie Batman i Robin. Nie jest jednak tak, że zarzut braku zrozumienia urban fantasy czy gothic punka można Schumacherowi tak naprawdę postawić. Możliwe, że gdyby reżyser nie obraził się na świat komiksowy i ktoś dałby mu do zrobienia mrocznego do szpiku kości Ghost Ridera, nowojorczyk zrobiłby to doskonale, bez nadmiernej blagi. W kreowaniu nadprzyrododzonych postaci miał naprawdę sporo wyczucia i smaku. W roku 1987 Schumacher pokazuje, że całkiem nieźle rozumie urban fantasy i gothic punk. Prawdopodobnie dlatego pierwotnie zabrał się z ochotą za Batman Forever.

W 2008 Schumacher kolejny raz daje znać o tym, że historie z paranormalnymi wtrętami cały czas mocno go interesują. W roli głównej Henry Cavill, ale mamy tu też do czynienia z jak zwykle charyzmatycznym Fassbenderem. Fabuła bierze na tapet okultyzm, nordycki poganizm i inne tematy, które jak się niefortunnie dla nich w historii powszechnej złożyło – były popularne również w Trzeciej Rzeszy.

Kolejna pozycja z filmografii Schumachera po Lost Boys, którą warto sprawdzić, jeżeli jej jeszcze nie widzieliście.

Muszę tu znowu wyskoczyć z szafy ze swoimi fetyszami millenialsa. Wychowałem się na filmach, w których główne skrzypce grał Eric Roberts. Ten kryminalny thriller w formie telewizyjnej dramy nie jest wyjątkiem. Wszyscy kochamy Californię. Żadnego innego zakątka świata nie udało się tak dobrze skatalogować, opakować i sprzedać jako towar eksportowy. Stranger Things udowodniło, że wszyscy kochają eighties. Warto więc zapoznać się z kolejnym ejtisowym dziełem Schumachera.

Joel Schumacher nie podchodził zawsze tak poważnie do filmów jak przy Czasie Zabijania czy Upadku z Michaelem Douglasem. Oba te filmy są ambitne fabularnie i świetnie zrealizowane. Wielkość Joela Schumachera polegała jednak na tym, że potrafił się wczuwać w różne konwencje. DC Cab to właśnie taka pozycja, w której. jak to mówią ludzie z USA. he cut himself a slack. Mamy tu w obsadzie młodego jeszcze Mr. T. Kawał historii amerykańskiego kina.

Na tej subiektywnej liście musiał znaleźć się również ten film. Jeżeli lubicie filmy o wojnie w Wietnamie, koniecznie musicie obejrzeć Tiger Land. Ten delikatnie przewrotny film powinien zająć w waszej głowie miejsce obok Plutonu, Łowcy Jeleni, Full Metal Jacket i Czasu Apokalipsy. Collin Farrel w roli Teksańczyka Bozza to naprawdę spoko kreacja aktorska.

Niesamowicie się słucha mocnego, przekonującego teksańskiego akcentu w wykonaniu typa, który na co dzień gada z typowym irlandzkim akcentem. Przypominam sobie tę Romulankę gadającą z irlandzkim akcentem w omawianym już przeze mnie na łamach Zagrano Star Trek: Picard. Ciekawe, jak smakuje whisky romulańskich Irlandczyków? Tak czy siak Tiger Land ma jedną z najlepszych ścieżek dźwiękowych, jakie słyszałem. A naprawdę słyszałem w swoim życiu sporo.

Osiem Milimetrów. Jestem świadom, że mnóstwo ludzi nienawidzi gry aktorskiej Nicolasa Cage’a i w sumie im się nie dziwię. Weźcie jednak pod uwagę fakt, że gdy scenariusz jest dobry, to i Nicolas daje radę. Przykładami tego rodzaju sytuacji są Dzikość Serca Lyncha i Pan życia i śmierci, w którym Cage gra obok Jareda Leto. Dokładnie w ten sam sposób sprawa ma się w przypadku Ośmiu Milimetrów. Ten film to zwyczajnie bardzo dobra historia. Pozycja w filmografii Schumachera godna uwagi.

Memoriał dla Joela Schumachera

Krzywdzącym dla dorobku zmarłego w wieku osiemdziesięciu lat reżysera jest fakt, że ogromna większość ludzi pamięta o jego nazwisku głównie za sprawą kabotyństwa i farsy, jakie wprowadził do ekranizacji komiksów za sprawą Batman i Robin. Joel Shumacher ma w swym dorobku filmy, które oddawały sposób narracji i kręcenia lat minionych.

Dosłownie każdy może znaleźć w jego filmografii coś dla siebie. Nikt jednak nie powinien przejść obojętnie obok Czasu Zabijania, Upadku czy Tiger Land. Branża filmowa to w dużej mierze tylko rozrywka. Z biegiem czasu jednak dostrzegamy w historiach, które umknęły naszej uwadze lub oglądaliśmy je jednym okiem za młodu, uniwersalne wartości.

Zasługują one na to, by odświeżać je co jakiś czas. Zarówno wartości, jak i filmy.

Zobacz także:
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments