Dororo i Hyakkimaru [RECENZJA]. Gdy mały złodziej staje na drodze łowcy

Michał Małysa Recenzje komiksów Publikacja: 25.02.2020, 16:14 Aktualizacja: 25.02.2020, 16:19
Nowa seria mangi pełnej akcji i fantastycznych stworzeń, czyli Dororo i Hyakkimaru, zaczęła być wydawana przez wydawnictwo Waneko jeszcze w 2019 roku. Po niecałych czterech miesiącach - dosłownie za trzy dni - doczekamy się premiery drugiego tomu z serii. Z tej okazji recenzujemy pierwszy tom Dororo i Hyakkimaru. Sprawdźcie, czy to lektura dla was!
dororo-i-hyakkimaru-recenzja
9 Udostępnień

Dororo i Hyakkimaru – drobny złodziej i łowca demonów

Wspólna droga, pokonywanie trudności i radzenie sobie z nieprzewidzianymi sytuacjami. Dororo i Hyakkimaru to nic innego jak “opowieść drogi” – a przynajmniej taka historia wyłania nam się z plansz pierwszego tomu mangi. Pewnego dnia Dororo, młody złodziejaszek, zostaje złapany na kradzieży jedzenia. Bez znaczenia jest fakt, że był po prostu głodny – chłopak ma zostać ukarany. A że czasy są okrutne, to i kara jest bezwzględna. Na szczęście w porę przychodzi ratunek.

Dororo i Hyakkimaru – fabuła

Tym ratunkiem jest łowca demonów Hyakkimaru. Nie wiadomo, czym jest, ale na pewno od dawna nie jest człowiekiem. Na razie wiemy o nim tyle, że w rękach ma ukryte ostre miecze i że niewiele rzeczy jest go w stanie zabić. Nawet demony, które ten młodzieniec przyciąga do siebie jak magnes. Hyakkimaru dba tylko o siebie, dlatego nie jest mu na rękę (czy też… ostrze) fakt, że uratowany chłopaczek podąża za nim jak bezpański pies. W kraju ogarniętym wojną pozostawianie w jednym miejscu, aby umrzeć z głodu mija się z celem, więc postawa Dororo jest zrozumiała.

Chłopak dojrzał swoją szansę na przeżycie u boku potężnego sojusznika, poza tym jest po prostu zafascynowany jego umiejętnościami. Hyakkimaru nie chce mieć nic wspólnego z Dororo, ale w jakiś sposób pozwala mu się za sobą włóczyć. W ten sposób przeżywają razem swoją pierwszą “przygodę”, gdzie ocierają się o śmierć, a finał tego wszystkiego jest dla Hyakkimaru mocno zaskakujący. Na pewno łowca demonów wie teraz jedno – być może towarzystwo Dororo jest w stanie go uratować przed samozagładą.

Dororo i Hyakkimaru od strony wizualnej

Kreska serii jest specyficzna. Zamiarem autora nie było ładne narysowanie postaci, tylko oddanie dynamizmu walk oraz konkretnych charakterów. W ten sposób otrzymaliśmy szereg niezbyt pięknych bohaterów, takich jak m.in. córka sołtysa, która skrywa pewien sekret. Nawet w swojej “ładnej” formie ciężko doszukiwać się estetyki wykonania tej postaci. Jedyną estetycznie narysowaną postacią jest tytułowy Dororo, który wyglądem przypomina dziewczynkę.

Rysy tej postaci są tak uderzająco żeńskie, że niekiedy można się zastanawiać, czy zaraz autor nie zdradzi nam sekretu Dororo – prawdziwej płci. Tak się nie dzieje, dlatego też odbiór młodego złodziejaszka jest mocno zaburzony. W końcu chłopczyk z ulicy nie powinien wyglądać tak ładnie, tym bardziej w podartych ubraniach, bo odbiera to autentyzm opowieści o opuszczonym przez wszystkich dziecku.

Tym bardziej, że reszta postaci specjalnie ma odpychać swoim wyglądem. Co zaś się tyczy Hyakkimaru, tu mamy do czynienia z typowym przedstawieniem bohatera. Na większości kadrów rysowany jest w “epicki” sposób, zwłaszcza w trakcie walk, których w całej mandze jest sporo. Widać, że Dororo i Hyakkimaru rysowane było wprawną ręką, a autor miał bardzo konkretne założenia co do tego, jaki klimat ma wyzierać z plansz. Trzeba mieć jednak na uwadze, że nie każdemu może się taki specyficzny klimat spodobać. Podobną sytuację mieliśmy z serią Shiki – tam także postacie były brzydkie, a kadry przedstawiające naturę piękne. Ot, taki celowy kontrast.

Jakość wydania – jak zawsze w przypadku Waneko – nie pozostawia wątpliwości, że wydawca wie, co robi. Mangi wydawane przez Waneko zawsze mogą “pochwalić się” porządnymi obwolutami oraz dbałością o szczegóły graficzne.

Czy warto zaczynać serię Dororo i Hyakkimaru od wydawnictwa Waneko?

Po jednym tomie piekielnie trudno jest ocenić potencjał tej mangi. Z jednej strony Dororo i Hyakkimaru nie przypadło mi do gustu, z drugiej cały czas mam w pamięci serię Plunderer. Pierwszy tom zupełnie mi się nie podobał, drugi był średni, a trzeci sprawił, że nie mogę się doczekać kolejnych części.

Być może podobnie będzie i z Dororo i Hyakkimaru, a autorzy po prostu potrzebują dwóch-trzech tomów, aby się porządnie “rozkręcić”? Na ten moment manga wydaje się iść w bardzo typową stronę, ale możliwe, że drugi tom całkowicie zmyje to nieprzychylne wrażenie.

Dororo i Hyakkimaru – podsumowanie

Dororo i Hyakkimaru to historia kierowana do osób, które lubią klimaty epickiej walki oraz walkę z nierównościami społecznymi. Nie jest to seria dla estetów. Jeśli zależy wam na podziwianiu subtelności kreski, to lepiej sięgnijcie po np. serię Citrus. Jeżeli jednak kreska ma dla was drugorzędne znaczenie i lubicie może typowe, ale oparte na dobrym schemacie historie, to śmiało możecie spróbować zacząć swoją przygodę z Dororo i Hyakkimaru. Jest to nowość wydawnicza na polskim rynku, warto się zorientować, czy trafia w wasz gust.

Premiera drugiego tomu już na dniach – 28 lutego. W tym tomie zapewne poznamy historię łowcy demonów, który sam praktycznie nie przypomina już człowieka…

Gatunek: akcja, przygoda, dramat, fantasy, historyczny, shounen
Autorzy: Osamu Tezuka, Satoshi Shiki
Liczba tomów: 1 (seria kontynuowana)
Seria: Dororo i Hyakkimaru
Premiera: 27 listopada 2019 (I tom)
Druk: czarno-biały
Oprawa: miękka
Wydawnictwo: Waneko

Grafika: (okładka) Wydawnictwo Waneko

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o