Dracula: Zmartwychwstanie – Kultowe Gry Przygodowe #3

Radosław Dąbrowski Recenzje gier Publikacja: 12.10.2019, 14:00 Aktualizacja: 16.11.2019, 13:08
W niniejszym artykule kontynuujemy sentymentalną podróż do lat 90. oraz początku XXI wieku, aby powspominać kultowe gry przygodowe. Odwiedzimy Transylwanię, aby przypomnieć sobie znakomitą produkcję point and click francuskiego studia Wanadoo Edition pod tytułem Dracula: Zmartwychwstanie.
dracula zmartwychwstanie
4 Udostępnień

Bram Stoker po raz kolejny

W świecie filmów i seriali posiłkowanie się w mniejszym lub większym stopniu literackim arcydziełem Brama Stokera miało miejsce wiele, wiele razy. Dracula to znakomita książka, która stała się inspiracją także dla twórców gier. W 2000 roku ukazał się horror Dracula: Zmartwychwstanie, według jego autorów swobodna, niezobowiązująca kontynuacja historii napisanej przez Stokera.

Na wstępie podkreślę, że jeszcze w tym samym roku ukazała się druga część pod tytułem Dracula: Ostatnie sanktuarium. W niniejszym tekście skupię się jednak tylko na pierwszej odsłonie przygód Jonathana Harkera.

Witajcie w Transylwanii

Wcielamy się w postać protagonisty Jonathana, który mieszka w Londynie ze swoją żoną Miną. Beztroskie życie zamienia się w istny dramat, gdy otrzymujemy list od obecnej poza angielską ziemią pięknej dziewczyny. Mina, ugryziona przed laty przez wampira, jest wzywana przez Draculę, wobec którego czuje bezradność i w efekcie musi wrócić do niego do zamku. Oczywiście wbrew jej poradom, aby Jonathan za nią nie podążał, przygotowujemy się do wyruszenia na ratunek.

Tradycyjnie w przypadku trybu „point and click” mamy perspektywą subiektywną, pierwszoosobową. Warto zwrócić uwagę na to, że głową Jonathana można obracać o 360 stopni, co na pewno potęguje realizm poruszania się w tym świecie.

Skoro jest to horror, to musi być strasznie. Nie gwarantuję, że na tej grze wystraszy się każdy użytkownik, ale na pewno wszyscy odczują fascynujący, budzący niepokój klimat. Do dziś, blisko dwadzieścia lat od rozgrywki, pozostaje we mnie uznanie dla twórców gry za wykreowanie tak kapitalnej atmosfery. Duża w tym zasługa udźwiękowienia.

W scenach plenerowych słyszymy podmuchy wiatru, pohukiwanie sów czy odgłosy innych leśnych zwierząt, we wnętrzach zaś najczęściej panuje cisza, gwałtownie przerywana przenikliwym dźwiękiem skrzypienia podłogi czy domykania drzwi. Naturalnie nie brakuje obecnych przede wszystkim podczas kilkudziesięciosekundowych filmików-przerywników chóralnych partii. Doprawdy potrafią one wywołać gęsią skórkę.

Do tego dochodzi śnieżna sceneria, która w tamtym okresie świetnie komponowała się z zimowym widokiem za oknem w domowym zaciszu (grę otrzymałem mniej więcej na przełomie stycznia z lutym). Lokalizacje zostały przygotowane dość precyzyjnie. Co prawda przez większość czasu naszej przygody otacza nas mrok i niezbędna jest obecność takich atrybutów jak świeca czy pochodnia, ale poszczególne miejsca jak karczma, cmentarz czy leśne drogi to efekt przyzwoitej roboty.

Więcej chodzimy, mniej myślimy

Jednocześnie mankamentem staje się to, że te pieczołowicie przygotowane miejsca zostały zbyt ubogo wyposażone w rekwizyty. W poprzednich grach, jakie recenzowałem w ramach tego cyklu, czyli Fauście i Atlantis, dużą rolę (w przypadku tego pierwszego zdecydowanie większą) odgrywały przedmioty. Czekało na nas wiele zagadek i czasami naprawdę potrzeba było sporo czasu, aby móc przejść do następnego etapu.

W Dracula: Zmartwychwstanie łamigłówek właściwie brak. Oczywiście nie chodzi o to, aby każda przygodówka wymagała od nas wytężania szarych komórek i rozwiązywania rebusów. Mimo wszystko więcej się kręcimy i tylko patrzymy niż główkujemy. Czasem przesuniemy jakąś komodę albo rozkopiemy grób na cmentarzu, lecz to zdecydowanie zbyt mało, aby towarzyszyło nam poczucie, że krok po kroku do czegoś dążymy. Na skutek tego poszukiwania Miny są dosyć monotonne.

Jeżeli chodzi o postaci, to poza Jonathanem, który jest totalnie pozbawiony wyrazu, zostały one przygotowane zadowalająco. Spotkamy wiele osób (w karczmie, na cmentarzu, wokół zamczyska hrabiego) i nawet te sprzyjające naszej wędrówce mają w sobie nutę szaleństwa. Imponująco wygląda czarodziejka Dorko, której charakterystycznego, nieco chrypliwego głosu użyczyła Edyta Łukaszewska. Wizerunek samego wampira także śmiało można zaliczyć na plus. Blady, o długich włosach i mocno zaakcentowanych rysach twarzy, ubrany na czarno Dracula budzi respekt, a jego prezencja zyskuje na (ponownie) świetnym dubbingu. Tym razem słowa pochwały dla Wojciecha Machnickiego.

Sięgnijmy po „dwójkę”

Pomimo wskazanych wad, Dracula: Zmartwychwstanie to wystarczająco mroczna i intrygująca rozgrywka, aby zdecydować się na kontynuowanie przygody w skórze Jonathana i włożenie do napędu płyty Dracula: Ostatnie sanktuarium. Głównie za sprawą tytułowego bohatera, który z szeregu gier typu „point and click”, jakie powstawały na przełomie wieków, okazał się jednym z najlepszych czarnych charakterów, jakie wówczas stworzono.

Nie zmienia tego nawet fakt, że w gruncie rzeczy Dracula pojawia się raptem w kilku scenach, wygłaszając parę kwestii. Nie szkodzi. I tak kradnie całe show.


Pozostałe teksty w cyklu Kultowe Gry Przygodowe:

Wacki – Kultowe Gry Przygodowe #8

Hopkins FBI – Kultowe Gry Przygodowe #7

Książę i Tchórz – Kultowe Gry Przygodowe #6

Sanitarium – Kultowe Gry Przygodowe #5

Jack Orlando: A Cinematic Adventure – Kultowe Gry Przygodowe #4

Dracula: Zmartwychwstanie – Kultowe Gry Przygodowe #3

Atlantis: Zapomniane opowieści – Kultowe Gry Przygodowe #2

Faust – Kultowe Gry Przygodowe #1

Zobacz także:
Ghostrunner także w wersji na Nintendo Switch
Premiery i zapowiedzi, 24 Wrz 2020
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments