Faust – Kultowe Gry Przygodowe #1

Radosław Dąbrowski Recenzje gier Publikacja: 28.09.2019, 10:00 Aktualizacja: 28.09.2019, 10:00
Proponuję cofnięcie się do samego końca lat 90. i powspominanie kultowej gry przygodowej typu point and click, w tamtym okresie szczególnie popularnego. Pamiętacie grę Faust? Był to efekt współpracy trzech producentów: Cryo Interactive, Arxel Tribe oraz Anne Carrière Multimedia.
faust kultowe gry przygodowe
8 Udostępnień

Zbliża się dwudziesta rocznica

Tytułem wstępu pragnę zwrócić uwagę na to, że już 22 października minie dokładnie 20 lat od światowej premiery Fausta. W Polsce produkt ten pojawił się niespełna pół roku później, 14 lutego 2000 roku. Pomimo że czasu upłynęło sporo, to pamiętam urywki z tamtego zimnego, lutowego wieczoru, gdy w pokoju znalazłem jeszcze zafoliowane pudełko z charakterystyczną pomarańczową okładką. Starsi gracze na pewno kojarzą ówczesne wydania gier – pokaźnego formatu tekturowy kwadrat, który po rozpakowaniu był zbędnym, zajmującym miejsce elementem i interesowała nas tylko ta znajdująca się w nim maleńka płyta. Cieniutkie etui miały dopiero nadejść.

Gdy przyglądam się tej okładce obecnie, to nie przypominam sobie rollercoastera, ale na pewno w pamięci utkwiła unosząca się nad nim para oczu [Mefistofelesa] i rzucane na przyszłego gracza przenikliwe spojrzenie. Wtedy nie wiedziałem kim jest tytułowy Faust, ale nie brakowało przekonania, że czeka mnie wspaniała rozrywka. Po 20 latach warto się zastanowić, co było siłą tej gry – wydanej aż na czterech płytach CD.

Kontekst literacki

Oczywiście tytuł nie jest przypadkowy i w pewnym stopniu nawiązuje do sławetnego dzieła Goethego. W grze pojawia się Mefistofeles, którego spotyka Marcellus Faust – starszy, łysiejący Afroamerykanin w okularach i czerwonej kamizelce. Akcja rozgrywa się w parku rozrywki Dreamland.

Zadaniem Fausta (czyli jednocześnie naszym, albowiem to on jest protagonistą) jest dokładnie poznać siedem różnych historii (w niektórych przypadkach mających ze sobą powiązanie) i rozstrzygnąć spór o to, co ma się stać z duszami zmarłych mieszkańców Dreamland. Jak można się domyślić – na jedną historię przypada jedna dusza.

O gatunku i perspektywie grania

W grze nie brakuje małych akcentów humorystycznych (choćby postać Mefistofelesa ma do wielu spraw sporo dystansu), ale w takim ogólnym ujęciu historia jest poważna, pełna mroku, z widocznymi cechami, ze względu na które należy ją klasyfikować jako horror. Dreamland nie jest barwnym i tętniącym życiem parkiem rozrywki, lecz opuszczonym oraz na niemal każdym kroku wzbudzającym niepokój miejscem.

W trakcie każdego z siedmiu epizodów odwiedzamy rozmaite miejsca, w których przebywali zmarli, i badamy należące do nich przedmioty. To właśnie one pozwalają nam na zrekonstruowanie konkretnych wydarzeń. Oczywiście Faust tylko je sobie wyobraża, lecz my (jako gracze) mamy nad naszym bohaterem tę przewagę, że zostaliśmy przez twórców poczęstowani serią mini-filmów – ciekawie stylizowanych na dzieła X Muzy z lat 30. Z zastosowaniem stonowanych kolorów, jakie potęgują poczucie klimatu retro.

Przez cały czas poruszamy się Faustem i obserwujemy świat z perspektywy pierwszoosobowej. Wszystko opiera się na zasadzie „point and click”, zatem po wiele przedmiotów sięgamy, przenosimy, otwieramy, zamykamy, chowamy… Nie brakuje również porządnej porcji lektury, ponieważ niemal w każdym z epizodów trafiamy na jakiś list albo fragment dziennika. W tym przypadku pomocna jest narracja pozakadrowa ich autorów, przybliżająca nam treść znalezionych dokumentów.

Siedem dusz

Bohaterowie, których karty przeszłości odkrywamy, są zróżnicowani zarówno pod kątem psychologicznym (tragizm każdego opiera się na czymś innym), jak i fizycznym. Dość wspomnieć, że pośrednio poznajemy bliźniaczki dosłownie złączone ciałem, walczące o względy tego samego mężczyzny; zdolnego malarza uzależnionego od seksu; zapatrzonego we własną muskulaturę i urodę tresera tygrysów lubiącego zajrzeć do kieliszka czy młodą dziewczynę zmagającą się ze sporą nadwagą.

Każdy z nich ma coś na sumieniu, czegoś się wstydzi lub boi. Każdy doświadczył bliższej lub dalszej relacji z Mefistofelesem.

Detektyw Faust

Ogół historii ma charakter kryminalnej intrygi – akcji nie ma zbyt wiele (choć raz przejedziemy się typową lunaparkową kolejką), a ze względu na sporą ilość zagadek, grę cechuje dość spokojne, nieśpieszne tempo. Jest w tym wszystko ryzyko znudzenia, ale wyraźny podział na siedem epizodów utwierdza użytkownika w przekonaniu, że do czegoś to wszystko prowadzi; ma on konkretny cel do wykonania, wie, ile już osiągnął, a jak wiele przed nim do zrobienia (można to było wnioskować także po tym, ile z czterech CD pozostało jeszcze nienaruszonych).

Przygoda ma wyraźnie zaznaczony punkt startowy oraz końcowy, co przez niektórych może być postrzegane jako wadę. Po zakończeniu kolejnego epizodu wiemy, że czeka na nas następny, zatem pod tym względem Faust nie zaskakiwał. Co jednak istotne – po ukończeniu wszystkich misji mamy do wyboru dwa finały i od nas zależy, jaka czeka przyszłość parku.

Ponadto, pomimo że akcja rozgrywa się w jednym miejscu, to Dreamland jest na tyle duży, że nie dręczy nas myślenie „tu już byliśmy”. Każdy z siedmiu rozdziałów jest inny i w każdym towarzyszy nam odmienna ścieżka dźwiękowa. Niełatwo zaś jednoznacznie określić poziom trudności tej detektywistycznej przygody – oczywiście na początku jest stosunkowo lekko i nie zostajemy rzuceni na głęboką wodę, ale z każdą kolejną historią poznawanie losów zmarłych wymaga coraz większego wysiłku intelektualnego. Być może niektórym misjom nie sprostałby nawet sam Joe Alex, zmuszony do sięgnięcia po solucję.

Nic nie jest idealne

Faust jest zajmujący pod względem narracji, klimatu, muzyki, lecz po stronie graficznej można znaleźć troszkę mankamentów. Naturalnie mam świadomość, że analizujemy dzieło z przełomu wieków, niemniej na przykład sporadycznie obecnej pikselizacji nie wolno przemilczeć.

Momentami drażni także przesadna lub niespójna z wypowiedziami gestykulacja postaci. Bohaterowie (a zwłaszcza Mefistofeles) wykonują nad wyraz dużo ruchów rękami, obrotów głową, co nie jest ani naturalne, ani tym bardziej pasujące do wygłaszanych kwestii. Przydałoby się odrobinę stateczności i powściągliwości.

CD Projekt docenił, czyli Faust w Extra Klasyce

Bezsprzecznie wiele osób pamięta charakterystyczną serię przygotowaną przez CD Projekt, na którą składały się wybrane, szczególnie rekomendowane tytuły. Fausta w rozpoznawalnym niebieskim etui nie zabrakło. Jeżeli się nie mylę, to w momencie premiery gra ta kosztowała niespełna 80 zł. W Extra Klasyce była już to zdecydowanie niższa kwota w wysokości 30.

Nie wiem czy z punktu widzenia XXI-wiecznego użytkownika Faust może być jeszcze atrakcyjny. Moja opinia warunkowana jest przede wszystkim doświadczeniami sprzed blisko 20 lat. Jeżeli jednak jesteśmy w stanie przymknąć oko na niedoskonałości graficzne oraz wykazać wyrozumiałość dla specyfiki danej epoki, to szereg zagadek oraz posępny klimat opowieści powinny obronić to dzieło.


Pozostałe teksty w cyklu Kultowe Gry Przygodowe:

Wacki – Kultowe Gry Przygodowe #8

Hopkins FBI – Kultowe Gry Przygodowe #7

Książę i Tchórz – Kultowe Gry Przygodowe #6

Sanitarium – Kultowe Gry Przygodowe #5

Jack Orlando: A Cinematic Adventure – Kultowe Gry Przygodowe #4

Dracula: Zmartwychwstanie – Kultowe Gry Przygodowe #3

Atlantis: Zapomniane opowieści – Kultowe Gry Przygodowe #2

Faust – Kultowe Gry Przygodowe #1

Zobacz także:
Death Stranding [RECENZJA]
Recenzje gier, 22 Lis 2019
FIFA 20 FUT: karta Paulinho Flashback już do zdobycia
Aktualności o grach, 21 Lis 2019

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o