Hopkins FBI – Kultowe Gry Przygodowe #7

Radosław Dąbrowski Recenzje gier Publikacja: 9.11.2019, 13:00 Aktualizacja: 9.11.2019, 13:00
W ramach cyklu Kultowe Gry Przygodowe tradycyjnie już przenosimy się do lat 90. Tym razem w centrum zainteresowania znalazł się agent Hopkins, czyli protagonista jedynego produktu francuskiego studia MP Enertainment – Hopkins FBI. Premiera gry przypadła na rok 1998. Jak ją wspominamy po latach?
hopkins fbi - kultowe gry przygodowe 7
0 Udostępnień

Agent FBI na tropie

Bez względu na to, czy z dzisiejszej perspektywy Hopkins FBI to gra bardzo dobra czy rozczarowująca, jednego kwestionować nie można – ma ona swoje zasłużone miejsce w gronie kultowych przygodówek. Na przełomie wieków płytka z dziełem francuskiego studia MP Enertainment znajdowała się w posiadaniu wielu graczy.

A myślę, że nawet ci, którzy jej nie wkładali do napędu, i tak mogli kojarzyć charakterystyczny wizerunek tytułowego agenta w czarnych okularach, precyzyjnie ostrzyżonych włosach i wyciągniętej broni, jaki widnieje na okładce. Pomimo że popularność nie zawsze idzie w parze z jakością, to myślę, że przynajmniej na przełomie wieków Hopkins FBI miał niezwykle silną pozycję na rynku i zapracował na swój niemały fenomen.

Zanim przejdę do konkretów, tradycyjnie kilka słów o samej fabule. Nie będzie zaskoczeniem stwierdzenie, że wcielamy się w postać Hopkinsa. Naszym podstawowym celem jest ujęcie zbiegłego z sali egzekucyjnej przestępcy Berniego Bercksona. O ucieczce antagonisty dowiadujemy się z czołówki, zanim jeszcze poznamy naszego głównego bohatera.

Po kilkudziesięciosekundowym intro zaczynamy wreszcie poruszać się Hopkinsem i na wstępie dowiadujemy się o napaści na bank i przetrzymywanych przez bandytów zakładników. Oczywiście mamy udać się na miejsce i spróbować zaradzić tej krytycznej sytuacji. Cały incydent ma powiązanie z Bercksonem, choć chyba nie od razu jest to tak czytelne. Zresztą takich momentów, w których wiodący wątek może pójść na chwilę w zapomnienie, nie brakuje. O tym jeszcze napomknę.

Komiksowy świat Hopkinsa FBI

Najpierw bowiem skupię się na stronie graficznej, która bezsprzecznie jest jedną z najmocniejszych zalet. Przypuszczalnie komiksowa kreska daje największą szansę na to, że po latach aspekty wizualne gry będą się bronić. Zauważalne jest to choćby w przypadku wcześniej recenzowanych gier jak Jack Orlando: A Cinematic Adventure czy Książę i Tchórz. Nie inaczej w przypadku Hopkinsa FBI. Za grafikę odpowiedzialne było grono twórców specjalizujących się w rysowaniu komiksów, na czele z Thierry’m Ségurem.

Podczas rozgrywki najczęściej występują plany pełne i możemy w okazałości podziwiać nie tylko szczegółowo przygotowane sylwetki bohaterów, lecz także wyposażone w wiele rekwizytów i dekoracji poszczególne pomieszczenia. Za to Ségurowi i reszcie kompanii należą się słowa pochwały.

Jeden zarzut jednak mam. Mianowicie do tego, co obserwujemy na zbliżeniach, np. podczas rozmów z daną postacią. Niestety, ale często dostrzegalne są różnice w cechach fizycznych pomiędzy sylwetką w planie pełnym a na zbliżeniu. Brak spójności dotyczy np. długości włosów u kobiet albo ubioru. W gruncie rzeczy są to detale, niemniej dość rażące.

Hopkins FBI – tylko dla dorosłych

Wiadomo, że w czasach dzieciństwa nieraz obcowało się z filmami czy grami, po których sięgnięcie teoretycznie powinno nastąpić dopiero za kilka lat. Hopkins FBI to również produkt przeznaczony wyłącznie dla dorosłego użytkownika. Powód jest prosty – w grze nie brakuje przemocy, strzelania, krwi, zwłok, nagich ciał kobiet… Co prawda ukazała się w wersji ocenzurowanej, ale chyba nawet i ta zawierała dość sporo sugestywnych scen.

Nie chcę, aby to zabrzmiało niezręcznie, że obecnym w grze aktom przemocy nadaję wydźwięk pozytywny, ale skoro póki co skupiam się na zaletach produktu studia MP Enertainment, to chcę jedynie zaznaczyć, że ta wspomniana już krew czy zwłoki wzmacniały poczucie realizmu historii i powagi sytuacji, z jaką mamy do czynienia. Kolejne ofiary przypominały, że złapanie przestępców to sprawa absolutne priorytetowa. A poza tym przecież dobrze od czasu do czasu poczuć niemały dreszczyk emocji.

Rozbudowany świat przedstawiony, czyli nigdy nie jest nudno

Lista zalet Hopkins FBI niestety powoli dobiega końca. Zanim przejdę do mankamentów omawianego dzieła, zwrócę uwagę na jeszcze jeden istotny aspekt – mnogość miejsc oraz postaci. Wychodząc z mieszkania protagonisty i kierując się do banku, trudno przypuszczać, że w kolejnych etapach będziemy nie tylko poruszać się po mieście, lecz także odwiedzimy pewną wyspę, las, przepłyniemy łódką przez rzekę… Znajdziemy się nawet w niebie, choć akurat to rozwiązanie ze strony twórców jest już lekką przesadą i niepotrzebnym fabularnym zapychaczem.

Niemniej lokalizacji jest na tyle sporo, że co chwilę czeka na nas coś nowego. Spotykanych przez Hopkinsa bohaterów również nie brakuje i z każdym z nich możemy porozmawiać. Opcje dialogowe mogłyby być troszkę ciekawsze, ale skutecznie przesuwają akcję do przodu i nie są czymś, na co należałoby specjalnie narzekać.

Hopkins FBI – tak wiele do poprawy…

Zacznę od fabuły, o której już odrobinę napisałem. O ile sensownym wydaje się rozpisanie historii na wiele wątków, co prowadzi do częstych zmian lokalizacji i trafiania na nowe postaci, tak dość słabo zarysowano główny problem czy właściwie konflikt z Bercksonem. Już ten początkowy napad na bank nieco odwraca uwagę od pościgu za antagonistą, ale największy problem jest chyba w tym, że brakuje wyraźnego uzasadnienia, dlaczego to Hopkins ma się zająć tą sprawą.

Gdzieś w tle przewija się wątek Samanty, ukochanej protagonisty, która zajmuje się pewną kwestią związaną z Bercksonem, ale jej historia także nie została należycie zademonstrowana. Nasz największy przeciwnik pojawia się zbyt rzadko albo o nim samym mówi się niewystarczająco, niektóre rozwiązania fabularne zaś (jak trafienie do nieba…) wprowadzają sporo chaosu.

Hopkins FBI to gra typu „point and click” i akurat do zagadek oraz kolekcjonowania różnych przedmiotów i tym samym sukcesywnego poszerzania naszego ekwipunku zarzutów nie mam. Pod tym względem nie jest to może Faust czy nawet wspomniany Jack Orlando, ale myślę, że pewien satysfakcjonujący poziom udało się francuskim twórcom osiągnąć. W przeciwieństwie do Księcia i Tchórza nie potrzeba łutu szczęścia, aby skojarzyć, że dany przedmiot będzie nam w tej konkretnej sytuacji potrzebny, i dużo rozwiązań jest racjonalnych oraz przemyślanych.

Gra zdecydowanie gorzej prezentuje się od strony bycia zręcznościówką. Pojedynki z przestępcami są szalenie prymitywne, a dwie sekwencje, podczas których można odnieść wrażenie, że przypadkiem włączyliśmy młodszego o sześć lat Wolfensteina 3D, powodują wręcz zażenowanie. I jak wcześniej chwaliłem grono grafików, tak w tym momencie muszę przyznać, iż nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego tak nonszalancko podeszli do wątków akcji. Oprócz tego mamy iście kompromitującą scenę wylotu samolotem i w efekcie druga połowa Hopkins FBI jakościowo wyraźnie odbiega od pierwszej.

Nielogiczności także nie brakuje, zwłaszcza po stronie przestępców. Naprawdę trudno momentami pojąć ich zachowanie i czym się kierowali, decydując się na dany ruch. W dodatku zdają się być niezniszczalni, o czym świadczy scena wyjścia cało z leśnej chatki, która dopiero co eksplodowała na skutek wrzucenia przez nas do niej granatu…

Są jeszcze dwa elementy, które mocno psują ogólne wrażenie. Przede wszystkim dubbing. Głosów użyczyli m.in. Janusz Gajos, Piotr Fronczewski, Radosław Pazura i Dorota Chotecka. Rezultaty ich pracy są zatrważająco słabe. Nawet tak wybitny aktor jak Gajos zdaje się odczytywać swoje kwestie bez zaangażowania, a w zamyśle dowcipne, ironiczne komentarze bohatera, wybrzmiewają zwyczajnie źle. Bezsprzecznie ze wszystkich dotychczasowych omawianych w cyklu Kultowe Gry Przygodowe tytułów, w kwestii dubbingu Hopkins FBI wypada najgorzej.

W kwestii muzyki także mam mieszane uczucia. O ile sam dobór utworów jest niezły, tak niesmak budzi przyporządkowanie ich do konkretnych scen. Decyzje twórców wydają się losowe, na czym nierzadko cierpi ogólny nastrój opowieści, w której się znajdujemy.

Recenzja Hopkins FBI – podsumowanie

Ponarzekałem sporo, ale jeszcze raz nawiążę do pierwszych akapitów – wszelkie zarzuty nie zmieniają faktu, że Hopkins FBI to tytuł popularny, kultowy i przynajmniej na początku wieku cieszący się dobrą opinią. Na pewno na wiele mankamentów oczy zostały szerzej otwarte na skutek upływającego czasu i dojrzewania. To, co pozytywne, zachwyca dzisiaj tak samo jak kilkanaście lat temu.


Pozostałe teksty w cyklu Kultowe Gry Przygodowe:

Wacki – Kultowe Gry Przygodowe #8

Hopkins FBI – Kultowe Gry Przygodowe #7

Książę i Tchórz – Kultowe Gry Przygodowe #6

Sanitarium – Kultowe Gry Przygodowe #5

Jack Orlando: A Cinematic Adventure – Kultowe Gry Przygodowe #4

Dracula: Zmartwychwstanie – Kultowe Gry Przygodowe #3

Atlantis: Zapomniane opowieści – Kultowe Gry Przygodowe #2

Faust – Kultowe Gry Przygodowe #1

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o