Ekstremalna przemoc w prywatnym więzieniu – Skopano #7

Przemysław Pawełek Publicystyka Publikacja: 2.02.2020, 13:00 Aktualizacja: 2.02.2020, 13:00
Ricky staje natomiast w rozkroku pomiędzy splatterowym gore a kampową przesadą, przez co kolejne potyczki, nawet jeśli wywołują zniesmaczenie, to przemieszane raczej z rozbawieniem niż odrazą - pisze Przemek Pawełek, w kolejnym odcinku cyklu Skopano przedstawiając film Riki-Oh: The Story of Ricky. Gotowi na krew, flaki i miażdżone czaszki?
riki-oh the story of ricky
58 Udostępnień

Poznajcie wyjątek od reguły

Kino akcji z Hong Kongu nie jest raczej kojarzone z ekstremami. Rozpiętość gatunkowa kiwa się głównie pomiędzy adaptacją podań i legend, kostiumowymi dramatami, kryminałami i pełnymi komediami. Sama konwencja kina sztuk walki sprzyja przesadzie i braniu całości w pewien cudzysłów, przez co łatwiej w kinie kopanym natrafić na autodystans czy mruganie okiem do widza niż na grozę czy cięższe klimaty.

Są jednak od tej reguły pewne wyjątki. Poznajcie Riki-Oh: The Story of Ricky – film, który zasłynął swoim okrucieństwem.

Duchowy ojciec Bloku 99

Produkcja z 1991 roku odróżnia się od innych dzieł ze swojego regionu już pierwszą sceną. Tablica tekstu informuje widzów, że czeka ich wizja bliskiej przyszłości, w której więzienia zostały sprywatyzowane, stając się niemal oddzielną gałęzią przemysłu. Następnie przy samych dźwiękach muzyki na ekranie pojawia się policyjny samochód do transportowania skazańców, jadący do placówki więziennej z nową dostawą.

riki-oh the story of ricky

Prolog to co najmniej intrygujący, bo budzący skojarzenia choćby z filmami Carpentera sprzed 20-30 lat. W kolejnych ujęciach poznajemy Ricky’ego – skazanego za morderstwo, nafaszerowanego pociskami gangsterów, nie tracącego ducha nawet w tych trudnych warunkach. Nie trzeba długo czekać, by Ricky zadarł z więziennymi opryszkami, co otworzy serię walk pełnych przemocy.

W pewnym sensie Riki-Oh jest duchowym ojcem Bloku 99 z Vincem Vaughanem, gdzie odsiadka głównego bohatera prowadziła do scen coraz bardziej drastycznych obrazów. Tutaj z retrospektywnych scen dowiadujemy się, że nasz bohater dysponuje niemal nadludzkimi mocami za sprawą treningu qigong, a do więzienia zaprowadziła go walka z dilerami narkotyków, którzy zabili jego ukochaną. Tak się składa, że placówka więzienna powiązana jest z narkotykową mafią, więc okazji do przelania krwi w tym filmie nie brakuje.

Krew i otwarte wnętrzności

Wspomniana amerykańska produkcja stawiała jednak na dużo cięższy klimat i efekty specjalne lepszej jakości. Ricky staje natomiast w rozkroku pomiędzy splatterowym gore a kampową przesadą, przez co kolejne potyczki, nawet jeśli wywołują zniesmaczenie, to przemieszane raczej z rozbawieniem niż odrazą. To kino kung fu idące tak daleko w dosadność walk, że gubiące nawet namiastkę realizmu.

riki-oh the story of ricky

Ciosy Ricky’ego równie łatwo robią wyłomy w murach, co dziury w ciałach jego przeciwników. Kolejne walki to połamane kończyny, zmiażdżone czaszki, krew i otwarte wnętrzności. Autorzy filmu zdają się tu licytować z widzem na to, czy uda im się go czymś zaskoczyć, po czym raz za razem triumfują.

Nie chcę spoilować co bardziej przegiętych rozwiązań, ale zaręczam, że ich tutaj nie brakuje. Wspomnę tylko scenę, gdy zdeterminowany wróg chce zadusić Ricky’ego swoimi własnymi wyprutymi jelitami. Dodatkową przyprawą tego dania zdaje się być klasa realizacji – niskobudżetowość i nieporadność efektów specjalnych nadaje im specyficzny urok.

Riki-Oh: The Story of Ricky – podsumowanie

Riki-Oh: The Story of Ricky to pewne kuriozum, osobliwe dzisiaj, a pewnie dużo bardziej szokujące w momencie swojej premiery, gdy jako jeden z pierwszych filmów w Hong Kongu uzyskało ze względu na przemoc najwyższy rating wiekowy. Nie będę próbował przekonywać, że to dzieło, które powinien zobaczyć każdy fan mordobić, bo jest to jednak film dla smakoszy o określonym guście.

Z jednej strony mamy tu wschodnie sztuki walki, z drugiej okrucieństwo i chlapiącą krew, kojarzone bardziej z „Martwicą mózgu” Petera Jacksona. Sami wiecie najlepiej, czy to połączenie dla was. Zaręczam, że efektem jest unikatowa mieszanka – nieszczególna fabularnie, tania realizacyjnie, ale jednak zaskakująca i dająca w przewrotny sposób 90 minut dobrej zabawy.


Dotychczas w cyklu Skopano omówione zostały następujące filmy:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o