Czy Cyberpunk to bzdura? [POLEMIKA]

Grzegorz Ćwieluch Publicystyka Publikacja: 9.05.2020, 19:11 Aktualizacja: 9.05.2020, 19:39
Od zawsze w science fiction i political fiction mamy do czynienia z w miarę wiarygodną, ale jednak alternatywną rzeczywistością. Sama nazwa political i science fiction na to wskazuje. Jeżeli by tak nie było, to Marine Le Pen przeszłaby na islam, żeby Uległość Houllebecqa nie była bzdurą - pisze Grzegorz Ćwieluch w polemice z tekstem Cyberpunk to bzdura z Krytyki Politycznej.
cyberpunk 2077
19 Udostępnień

Cyberpunk to bzdura?

Odpalam Fejsa po przebudzeniu. Wchodzę na zbiorową konwersację z ziomkami. Dyskutujemy tam o planszówkach, sesjach RPG i ustawiamy się na tego rodzaju spotkania. Najczęściej jednak rozmawiamy o szeroko pojętej tematyce społeczno-politycznej. Ziomek pisze: obadajcie tekst o CP2077 na KryPolu.

Wita mnie zadzierzysty nagłówek: “Cyberpunk to bzdura”. Czytam dalej, a w międzyczasie drugi ziomek na grupie pisze, że tekst napisany chyba na kolanie o siódmej nad ranem w jedynym warszawskim klubów, tym otwartym zawsze o tej porze. Zapowiada się nieźle. Po tej recenzji znajomego przecieram oczy nieco z niedowierzania, ale po trosze też z niedospania.

Cyberpunk to fikcja, a nie bzdura

Nie, nie żyjemy w cyberpunku. Rządzą nami stare, bogate dziady, które nie potrafią obsługiwać komputerów. Wystarczy wyłączyć prąd – wciąż głównie węglowy – aby cała aparatura przestała działać. Dupa, nie cyberpunk.

To jasne, że franczyza Cyberpunk 2020 to fikcja. Skąd w ogóle przekonanie, że jakiś konkretny gatunek science fiction ma być tą jedyną prawdziwą wizją przyszłości rodzaju ludzkiego? Przecież od zawsze w science fiction i political fiction mamy do czynienia z w miarę wiarygodną, ale jednak alternatywną rzeczywistością. Sama nazwa political i science fiction na to wskazuje. Jeżeli by tak nie było, to Marine Le Pen przeszłaby na islam, żeby Uległość Houllebecqa nie była bzdurą. Czytam jednak dalej.

Żyjemy za to na progu końca świata – tego wczorajszego. I ten też nie jest ani trochę postapokalipyczny, a jedyne, co się w nim może pokryć z wizjami Mad Maksa czy Blade Runnera, to gigantyczne złomowiska, które być może powstaną z bezużytecznych w dobie kryzysu samochodów, samolotów, kosiarek czy skuterów.

Po pierwsze, nie dostajemy odpowiedzi, o co dokładnie chodzi autorowi. Po papierze toaletowym i dezynfekcji dłoni dostajemy semantyczną pałką o postapo. Autor informuje nas, że postapo to też bzdura. Jeśli ktoś poświęca minimalną uwagę temu, co dzieje się na powierzchni kraju i jest z bańki informacyjnej odbiorców Krytyki Politycznej, to od razu odpowie, że autor tkwi w głębokim błędzie.

cd projekt red na poznan game arena 2019 - cyberpunk 2077

Kiedy Biebrzański Park Narodowy płonie, podobnie jak to miało miejsce wcześniej z zalesieniem Australii (gdzie rozgrywa się akcja Mad Maxa), należy powiedzieć – nie. Świat z uzależnieniem od paliw kopalnianych i wiszącym widmem globalnego ocieplenia jest cholernie blisko Mad Maxa. Czemu w ogóle jednak czytamy o postapo? Cyberpunk to nie postapo, a tekst miał być o tym czemu “Cyberpunk to bzdura”.

Kolejny raz czytelnik zamiast odpowiedzi na silący się na kontrowersję nagłówek, zastanawia się, co dokładnie boli autora w jakimś gatunku literackim. Niestety, nie dowiemy się nic konkretnego, nawet kiedy doczytamy do końca.

Druga sprawa, jakkolwiek by się autor nie zapierał w kreśleniu jakiejś korelacji między polityką wewnętrzną CDP a gatunkiem literackim, to mnogość franczyz spod znaku Cyberpunk i zasadniczo cały gatunek o tej nazwie to zjawiska, na które RED-zi nie mają monopolu. Sam William Gibson kręci nosem na produkowaną przez nich grę!

Lockdown jest nudny, ale bez przesady

Mój znajomy po miesiącu samoizolacji stwierdził, że oglądanie postapo niesłychanie go denerwuje, bo świat po katastrofie nuklearnej, w którym w gustownie urządzonych schronach siedzą piękne kobiety i urodziwi mężczyźni, urządzając sobie dramy, to raj na ziemi w porównaniu z niezbyt wyrazistą beznadzieją, którą zgotował nam koronawirus.

Porównywanie życia w schronie podczas nuklearnego holokaustu do bycia pod ziemią w darkroomie z wianuszkiem pięknych kobiet i zestawianie go z nudą podczas lockdownu sprawia, że wraz z innymi czytelnikami dochodzisz do wniosku, że albo brak w tej refleksji wyobraźni, albo elementarnej empatii (or both). Skąd w ogóle takie przypuszczenie, że na loterii losu to akurat ja wygrałbym umieszczenie w schronie?

W Falloucie mamy do czynienia z uwypukleniem klasowego darwinizmu społecznego. Tylko uprzywilejowani wybrańcy przedwojennego społeczeństwa lądują w schronach Vault Tec. Reszta ginie albo od razu, albo trochę później, w męczarniach choroby popromiennej podczas atomowej apokalipsy. Zestawianie takich realiów z lockdownem to jakieś nieporozumienie.

screeny cyberpunk 2077 z gamescom 2019

Przecieram oczy, czy ja naprawdę czytam artykuł na stronie Krytyki Politycznej? Cholernie daleko temu tekstowi do zniuansowanej kontestacji rzeczywistości jaką prezentuje w KryPolu Jaś Kapela. Po co więc spuszczać nagłówkiem cały gatunek w kiblu, a potem dla hecy jeszcze dorzucić kompletnie inny?

Rozumiem, że jechanie na czołowe krawędziową tezą to próba zaistnienia, ale chyba nie tylko o to chodzi w publikowaniu czegokolwiek. Całkiem fajnie, kiedy oprócz krawędziowego nagłówka jest coś na poparcie stawianych tez. Po to, żeby z szacunku do czasu czytelnika nie mamić go jedynie chochołami subiektywnej niechęci przez kilka kolejnych akapitów.

Chodzi o klucz konkretnych produkcji, tych bardziej ambitnych

No właśnie. Niespodziewanie zmienił się także rynek gier wideo. Doskonale obrazuje to plebiscyt Game of the Year 2019, w którym najbardziej nagradzane pozycje są grami nadzwyczaj interesującymi. Nagle – ni stąd, ni zowąd – zabrakło miejsca na przyjemną tandetę w rodzaju Red Dead Redemption II, God of War czy Horizon Zero Dawn. Skończyły się złote czasy konwencjonalnych, bajecznie nudnych questów z Dying Light czy Assassin’s Creed Odyssey.

Na czoło wysunęły się dzieła autorskie, błyszczące ekspresją, indywidualizmem, a palmę pierwszeństwa zdobyła najtrudniejsza i najbardziej frustrująca gra roku, czyli Sekiro: Shadows Die Twice. W nominacjach i poślednich trofeach brylowały Control od legendarnego studia Remedy, Disco Elysium – wybitna produkcja estońskiej grupy ZA/UM – oraz oczywiście Death Stranding, czyli powrót Hideo Kojimy po latach.

Czytasz dalej i czujesz, że coś tam może jednak wniesie do twojego życia artykuł, który postanowiłaś lub postanowiłeś przeczytać. Masz wrażenie, że autorowi chodzi o klucz ambitnych produkcji, które wyróżniają się swoją nietuzinkowością i wizjonerstwem. Zestawia je jednak (Disco Elysium i Death Stranding) z grą, która nie ma z nimi nic wspólnego.

Sekiro: Shadows Die Twice jest po prostu trudną grą zręcznościową. To nie jest żadna nowa jakość na rynku. Z całym szacunkiem do moich ziomków z redakcji, którzy się w nią zagrywali, ale fabularnie nie ma nawet startu do fenomenu Disco Elysium i wizjonerskich wygibasów Kojimy. W zestawieniu tych trzech wypada trochę jak kwiatek do kożucha.

cyberpunk 2077 konkurs fotograficzny

Pojawia się też Control i sam autor pisze o “klasycznym konsolowym rdzeniu”. Zastanawiasz się, czemu krytykuje leniwą konsumpcję sztampowych gier przez pracowników korporacji, przy jednoczesnym wzniecaniu się grą o “klasycznym konsolowym rdzeniu”, będącą czymś zdecydowanie generycznym. Dodanie Mary Sue z supermocami to tylko fasadowe pudrowanie sztampy. Zabiegi tego rodzaju są dziś tak samo pospolite w scenie komiksowej, jak i serialowej. Myk w tym stylu nie uratował dennej fabuły w katastrofalnej próbie reanimacji najntisowego fenomenu kapitana Picarda ze Star Treka.

Brniesz dalej w strumień świadomości zawarty w artykule. Wciąż nie rozumiesz, co jest sztampowego w fabule Read Dead Redemption 2, która jest naprawdę niezłym storytellingiem. No i tej odpowiedzi się nie doczekasz. Zamiast tego autor rzuci wkurwiony pocisk na prekariuszy z korporacji, którzy grają w tę grę. Potem podsunie pod nos genezę powstania Disco Elysium i zasadniczo docenisz w sobie swoją cierpliwość.

Dobrnąłeś do tego momentu, że narracja staje się coraz mniej chybotliwa i zaczyna mieć coś wspólnego z szeroko pojętym poczuciem sensu. Może dowiesz się od autora, dlaczego lubiany przez ciebie gatunek sci-fi w jego mniemaniu ssie. Nietzscheańska wiedza radosna zawsze w cenie.

Cyberpunk jest przestarzały

Pompowanie atmosfery wirtualnego cudu nie wychodzi twórcom na dobre. Przykłady można mnożyć: 3D Realms ze swoim tworzonym rekordowo długo Duke Nukem Forever, które po latach ukazało się jak spóźniona premiera filmu VHS, czy Midway z kolejnymi częściami Mortal Kombat (zanim serię wykupił Warner) były jak płyty Rolling Stonesów – lepiej pamiętać te pierwsze.

Sytuacja Warszawiaków może być bardzo podobna. Wszystko wskazuje, że Cyberpunk 2077 to typ gry, który królował na konsolach mniej więcej od 2012 roku, a Wiedźmin 3 stanowił ich kulminację. Wszystko opierało się w nich na przemierzaniu rozległych krain: wiejskich, miejskich bądź fantastycznych.

Zadania? Jedno na dziesięć, spoza głównego wątku, było interesujące. Do tego masa bezsensownych dialogów, zbieranie przedmiotów, likwidacja wyskakujących zza krzaków powtarzalnych „bandytów”, żmudny rozwój postaci. Piękna konstrukcja świata oraz miliony błędów w mechanice, które owa konstrukcja musiała przysłonić, by zahipnotyzować gracza iluzorycznym bogactwem.

Ideał niedzielnej rozrywki dla zmęczonych korporacjuszy, niezbyt chętnych do wyzwań zręcznościowych na padzie. Najważniejsze, by pojeździć konno bądź dobrym wozem, postrzelać, poznać wirtualną białogłowę czy białogłowego. I do łóżeczka. RED-zi mają w swoich szeregach wielu świetnych programistów i obserwatorów rynku, ale pracując nad ogromnym projektem najwyraźniej zapomnieli, że dziś już nie wielkość czyni mistrza.

Do tego argumentu, że oczekiwania i rynek się zmienia, jesteś gotów się nawet przychylić. Zmienne, które wpływają na osiągnięcie celów sprzedażowych zatapiają też świetne gry i zadłużają studia. Było tak ostatnio z recenzowanym przeze mnie Pillars of Eternity 2: Deadfire. Niemniej fajnie, że zacietrzewka minęła i pojawiło się słowo “może”.

Fluktuacje trendów mogą, ale wcale nie muszą pogrzebać superprodukcji RED-ów. Obserwujemy aktualnie peak produkcji cRPG opartych na tabletop klasykach, o czym pisaliśmy w analizie trendów w gatunku cRPG. Trend ten zaczął kiełkować w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, także raczej szybko nie ucieknie. Zaryzykować można stwierdzenie, że od tamtego momentu przybiera na sile podług zjawiska kuli śnieżnej. Coraz więcej tego typu produkcji wychodzi i ma wyjść w przyszłości.

gry z gamescom 2019 nvidia cyberpunk 2077

CP2077 to nie kalka Wiedźmina 3, co jest kolejną błędną tezą. Jak widzieliśmy wszyscy na zwiastunach, poruszanie się z pierwszej perspektywy i walka w tej produkcji to ultranowoczesna strzelanka. Jak przy tym autor wytłumaczy wysokie noty i wszechobecną popularność odgrzewanego dziś na ostro DOOM-a? Sztampa w opór, a jednak klepie i robi cele sprzedażowe. Może dlatego, że nowy DOOM jest ultranowoczesną strzelanką.

CD Projekt RED robi strzelankę z mechaniką cRPG. Nie robi turówki dla fanów strategii na zimno. Robi w gorącej wodzie kąpany real time, który będzie wymagał sporo koordynacji psychoruchowej. Z pewnością docenią ten rodzaj adrenaliny fani wspomnianej zręcznościówki Miyazakiego.

Cyberpunk to Piąty Element?

Jak zatem po tak oryginalnych pozycjach CD Projekt ma rozbić bank, serwując graczom podróż w świat z Piątego elementu, gdzie czeka ich powtórka z rozrywek typu Watch Dogs, GTA V i The Elder Scrolls V: Skyrim? Czy jesienią, gdy wszyscy będziemy już kompletnie zmęczeni koronawirusem, ograbieni z pieniędzy po hiperinflacji, uwięzieni w domach, dotrą do nas słuchy o sukcesach spółki CD Projekt? Czy rzeczywiście ochoczo uruchomimy Cyberpunk 2077, wirtualny fast-food dniami i nocami testowany obecnie przez koszmarnie wymęczonych pracowników?

Piąty Element to było głupkowate, groteskowe sci fi, które chciało być pulp, a było zwyczajnie pstrokate. Niewiele więcej za tym stało. Biegnij Lola, biegnij z latającymi samochodami i kosmitami. Film Bessona to nie cyberpunk. Piąty element nigdy nawet nie stał obok tego gatunku, który ma zaimplementowane filozoficzne, egzystencjalne i wreszcie transhumanistyczne pytania. Zaliczają się one do jednych z najważniejszych pytań ery informacyjnej (jeżeli nawet nie do jednych z najważniejszych pytań w historii ludzkości) i gdyby cyberpunk najpierw ich nie zaimplementował do science fiction, nie stałyby się raczej przedmiotem publicznej debaty czy nawet badań, które kiedyś może je zrealizują. Cieszę się, że mogłem pomóc.

Piąty element jest oczywiście taką fastfoodową pulpą ery blockbusterów i antytezą gatunku cyberpunk. Film Bessona to po prostu cienkie kino familijne z pretensją do bycia science fiction. To porównanie to strasznie niecelny strzał czy tam zwyczajnie kiepski research. Jeżeli ktoś jest fanem gatunku cyberpunk, to po obejrzeniu zwiastunów będzie świadom, że wszystko idzie w dobrym kierunku i fabuła będzie nawiązywała do najlepszych fabularnych uniesień, które sprzężone były z takimi dziełami jak trylogia Neuromancer i Ghost in the Shell. Kto ma wiedzieć, ten wie. A kto nie wie albo ma wątpliwości może odrobić pracę domową, czytając książki i oglądając filmy idealne przed premierą Cyberpunk 2077.

cena cyberpunk 2077 w różnych edycjach

Jeżeli ktoś odniósł wrażenie, że CP2077 będzie jakąś pulpą ze śmiesznymi kosmitami, których dzieci będą mogły oglądać jak Ewoków w Star Wars, kiedy rodzice będą grać, to się pomylił i powinien się przyjrzeć uważniej, bo wzrok najwyraźniej mu niedomaga jak po atropinie.

Co do crunchu, to rozumiem, że jad skierowany do Rockstara jak i CDP jest tutaj w miarę zasadny i absolutnie ciężko się nie zgodzić, że ten proceder jest mało etyczny. Natomiast zarzucanie GTA V, że jest odmóżdżonym (w domyśle) fast foodem, jest bardzo naciągane. Wersja single player zawierała solidną dawkę świetnego storytellingu i to stawia ją w moim mniemaniu w miejscu popu idealnego, a także w szeregu hołubionych przez autora ambitnych produkcji. Pop idealny to taki, który nie boi się sięgać po trudne tematy, a tych w GTA V jest sporo.

Kampania CP2077 to nie tylko branża gier komputerowych

W kampanii promocyjnej gry RED-zi sięgnęli po pełną intertekstualność mediów. Co samo w sobie jest w jakimś stopniu sprzężeniem zwrotnym innowacyjności. Powstał tabletop Cyberpunk RED, który rozgrywa się między 2022 rokiem a wydarzeniami, które będą miały miejsce w cRPG. Fani cyberpunkowego settingu w oczekiwaniu na premierę mogą sobie popykać z kumplami i koleżankami w sesję tabletop jak to drzewiej bywało. Z kolei RED-om pozwala to poszerzyć krąg potencjalnych odbiorców o tabletopowych trueschoolowców. Może też konsolowcy i komputerowcy sięgną podczas lockdownu po klasyczne RPG, tak w ramach poszerzania wiedzy antropologicznej.

Intertekstualność mediów to dobre wizerunkowe zagranie. Fani tabletop to jedno z najcięższych środowisk, które lubuje się w okopywaniu w oblężonej twierdzy. Autorze, wychodzenie do nich to gest, który ja jako fan tabletop RPG doceniam, ale może się okazać, że niektóre opinie wewnątrz tego środowiska będą równie krawędziowe co teza, którą postawiłeś.

Zobacz także:
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
KonradJanczuraKP
KonradJanczuraKP
4 miesięcy temu

Szanowny Panie, dziękuję za ten tekst i szczegółową analizę poruszonych przeze mnie wątków. Rozumiem Pańską reakcję na mój dosyć „swobodny” wywód. To prawda, że w Krytyce Politycznej artykuły piszemy często „na kolanie, po długiej nocy w jednym z warszawskich klubów”. Niemniej jednak taktyka się sprawdza, jako że, proszę zauważyć, zarówno ja, jak i wspomniany Jaś Kapela jesteśmy w stanie zaktywizować sporą część polskiego internetu. Chciałem przede wszystkim zwrócić uwagę, że napisałem tekst o Polakach, nie o cyberpunku samym w sobie. Jego zasadnicza teza zawiera się w pierwszych kilku zdaniach: Polacy nie są w stanie przyjąć do wiadomości, że gra Cyberpunk… Czytaj więcej »